aadvark
Dołączył: 07 Kwi 2025
Posty: 1
Przeczytał: 8 tematów
Płeć: Mężczyzna
|
Wysłany: Pon 10:53, 07 Kwi 2025 Temat postu: Trochę rozkmin i dzień dobry |
|
|
Hej!
Jestem A i jestem w związku małżeńskim od kilkunastu lat. Teraz gdy dzieciaki nam już podrosły to czuję, że wchodzimy w jakiś etap ponownego odkrywania siebie i wychodzenie na powierzchnie z własnymi potrzebami, które schowaliśmy na dół szuflady przez ostatnie lata ciągłym shitstormów. I dlatego zaczęliśmy rozkminiać temat otwarcia związku i renegocjacji naszych granic.
Na początku, gdy ona rozpoczęła ten temat to się wkurzyłem bo to uderzyło w jakieś moje męskie ego.
Ale gdy temat wrócił i na spokojnie o tym rozmawiamy tak otwarcie to całkowicie rozumiem jej argument, że to jak z jedzeniem ulubionego deseru - choć ciągle jest smaczny, to jednak fajnie jest czasem wybrać coś innego z menu.
Ja sam uważam się za osobę monogamiczną, choć im dłużej o tym myślę tym bardziej widzę, że to bardziej jakiś męski strach i konwenanse: skoro już mam żonę, to zrobiłem lock-in, temat załatwiony, zasoby zabezpieczone. No ale to jednak osoba, którą kocham, z którą się lubię, na której mi zależy i nie chciałbym być przeszkodą między nią a jej szczęściem. A jeśli dzięki temu ja też zaspokoje seksualne moje potrzeby to win-win
To co zauważyłem, że o wiele łatwiej mi się o tym gada (jestem bardziej otwarty), kiedy moje potrzeby seksualne są zaspokojone. Wtedy idea monogamii wydaje mi się strasznie ograniczająca (dlaczego mam ludziom ograniczać przyjemność?). Sądzę, że tak mi się dzieje, bo czuję, że uwaga drugiej strony jest mega ograniczona, szczególnie ja się ma pracę, dzieci, obowiązki i pieprzone zakupy do zrobienia w Lidlu. Więc miałbym te okruszynki uwagi jeszcze dzielić z kimś innym?
Nie mniej mam w sobie jakiś irracjonalny strach, że to będzie jakaś konkurencja między nami (kto zyska bardziej, kto straci, takie przepychanie liny). Mam też strach że zostanę odrzucony (że ona znajdzie lepsza dla niej osobę i porzuci to, co razem zbudowaliśmy w imię chwilowej fascynacji)
Tutaj warto dodać, że dla niej to szczególnie trudne bo ma diagnozę ADHD, a z tego co wiem to powoduje że trzymanie się konwenansów, zasad i generalna "wierność" jest trudniejsze niż dla ludzi neurotypowych. W ogóle to co ciekawe, że okazało się po latach że mamy zupełnie inne definicje wierności (to był dla mnie szok): dla mnie to fakt "fizycznej zdrady" - pieprzenie się z kimś spoza związku. A dla niej nie: mówi, że w sumie jej nie rusza kto komu co i gdzie wkłada byle tylko o tym wiedziała(natomiast ukrywanie tego, kłastwo i "emocjonalna zdrada" to dla niej byłby totalny cios)
Taki o mój strumień myśli. W ramach mojego zgłębiania tematu trafiłem na Wasze forum i chcę zrozumieć "jak to wszystko działa", jak się w tym odnaleźć i co powinienem zrobić aby nam było lepiej i ciekawej w życiu. Chętnie pogadam z kimś bardziej doświadczonym, kto już przez takie rzeczy przechodził.
|
|